Choć mija czas… – część 2

Willa Fusieckich – lata 90.

Początek tej historii jest jednocześnie końcem jednego z akapitów mojego artykułu pt. „Pozostał piękny widok”. Ta cześć tekstu poświęcona losowi willi Fusieckich informowała o rozbiórce budowli o unikalnym znaczeniu historycznym dla miasta. Rzeczywistość okazuje się jednak na tyle barwna i ciekawa, że nakazuje mi pogłębienie tego wątku.

Smutny epilog

Najmłodsza córka Jana Wiktora Fusieckiego, Danuta (1908-1978) w trakcie II wojny światowej przez swoją przyjaciółkę Halinę Suszycką poznała jej brata Tadeusza, oficera AK, późniejszego nauczyciela matematyki w wyszkowskim liceum i Komendanta Hufca POSP w Wyszkowie. Mieli dwóch rodzonych synów, Zbigniewa i Janusza oraz przybranego syna Jerzego. Tadeusz Suszycki zmarł w 1958 roku w wieku 54 lat. Młodo, zaledwie rok po matce, zmarł także starszy rodzony syn, Zbigniew. W latach osiemdziesiątych w części rodziny powstał pomysł, aby dom przekazać (sprzedać?) miastu pod muzeum miasta bądź innego rodzaju funkcję historycznego przeznaczenia. Niestety nie było na to pełnej zgody całej rodziny, i tak dom pozostał w jej rękach aż do 2003 roku, kiedy zmarł najstarszy przybrany syn Jerzy. Wtedy to żyjący spadkobiercy postanowili sprzedać obszerną działkę (niektóre jej części zostały sprzedane już kilka lat wcześniej) i rozebrać historyczny dom. W tym miejscu zaczyna się najsmutniejszy rozdział i zarazem epilog tej historii.

Willa Fusieckich – lata 90. Zdjęcie wykonał Józef Wasilewski.

Oficjalnie dom trzeba było rozebrać ponieważ zaniedbano jego fundament. Willa Fusieckich była drewnianą konstrukcją na ceglanym fundamencie, który wobec braku systematycznej renowacji szybko traci swoje właściwości. Tak miało się stać w tym przypadku, w skutek czego obecny właściciel kupił pustą, gotową do zabudowania działkę, jedynie z „dziurą” po fundamencie. Pomijając wszelkie motywacje, które skłoniły właścicieli domu do tego kroku, chciałbym przybliżyć czytelnikowi, zarówno w znaczeniu symbolicznym jak i architektonicznym, obiekt, nad którego utratą boleję tym artykułem.

Oaza wyszkowskiej konspiracji

Termin Dom Fusieckich na szerszą skalę utrwalił się w świadomości wyszkowian dzięki Eugeniuszowi Daszkowskiemu, który tytułował nim jeden z podrozdziałów swojej książki pt. „Wyszkowskie wspomnienia”. W rzeczywistości bowiem przez sześćdziesiąt lat był własnością Suszyckich i to do ich nazwiska powinna nawiązywać właściwa obiegowa nazwa. Poprzednia utrwaliła się na bazie oczywistego powiązania domu z osobą Jana Wiktora Fusieckiego, który zbudował dom, najprawdopodobniej w latach 1921-1925, dla swojej najmłodszej córki Danuty, która aż do września 1939 roku prowadziła w nim pensjonat popularnie nazywany Danusia. Jego przeznaczenie zmieniło się dopiero w momencie wybuchu wojny, kiedy, po gruntownym zniszczeniu miasta, schronienie w nim znalazło kilka znanych wyszkowskich rodzin.

Siostry Kulesza, od lewej: Irena (z męża Rytel), Zofia (Kłuskiewicz) i Hanna – koniec lat 30.

Symboliczną wartość tego domu stanowią w ogromnej mierze biografie osób, które w jego gościnne progi rzuciła wojenna zawierucha. Oprócz zasłużonej dla miasta, nie tylko ze względu na osobę dyrektora Jana Wiktora, ale także chociażby jego syna Jerzego, który będąc uczniem wyszkowskiego gimnazjum poległ w wojnie polsko-bolszewickiej, części rodziny Fusieckich, w latach 1939-1944 w willi pomieszkiwały także trzy inne rodziny z różnego rodzaju współlokatorami. Na piętrze mieszkali państwo Januszewscy z dwoma córkami, Haliną i Janką oraz państwo Kondraccy, również z dwójką dzieci, Magdą i Andrzejem. Na parterze oprócz państwa Suszyckich ulokowała się rodzina byłego kierownika SP 2, Józefa Kuleszy z trzema córkami: Zofią, Ireną i Hanną.

Nie byli to jednak lokatorzy całkowicie „zwyczajni”. Obie córki państwa Januszewskich zostały szybko wciągnięte do konspiracji przez nauczycielkę i prekursorkę żeńskiego ZHP w Wyszkowie, Michalinę Siemińską. Najstarsza córka państwa Kuleszów, Zofia, drużynowa Żeńskiej Gimnazjalnej Drużyny Harcerskiej, pod pseudonimem „Rajska” była jedną z głównych organizatorek drukarni konspiracyjnego pisma „Do celu”. Imponujący życiorys, z pewnością godny przybliżenia wszystkim wyszkowianom, ma także jej młodsza siostra Irena, również instruktorka ZHP, prywatnie żona Jerzego Rytla. Lokatorami pomieszkującymi w czasie okupacji w domu Fusieckich byli także m.in. kolejarz Zygmunt Majka, który wsławił się bohaterską ucieczką z siedziby wyszkowskiej żandarmerii oraz cichociemny Gustaw (Heczko) Kalinowski. Do końca okupacji miejsce to pozostało niezdemaskowaną oazą wyszkowskiej konspiracji, do którego na naukę przychodzili okoliczni uczniowie. Po wojnie mieściła się tu bursa dla przyjezdnych uczniów wyszkowskiego liceum.

Eufrozyna Kondracka z dziećmi, Magdą i Andrzejem, wnętrze willi Fusieckich – 20 stycznia 1942 r.

Oprócz wartości historyczno-symbolicznej dom Fusieckich miał także znaczącą wartość architektoniczną. Architektka Anna Cudny opisuje ją tak:

Willa Fusieckich to obiekt w ukształtowanym ok. 1900 roku stylu dworkowym. Bryła domu została zakomponowana w sposób klasyczny: cokół, wysunięty względem lica elewacji, ściana, której wysokość stanowi połowę całkowitej wysokości budynku oraz wysoki, łamany dach (typ mansardowy). Kolorystyka willi była klasyczna, nienachalna i współgrała z otoczeniem: biała tynkowana elewacja, cokoły i drobne zdobienia w odcieniach beżu, drewno dachowe ciemniejące pod wpływem warunków atmosferycznych. Budynki mieszkalne tego typu sytuowane były frontem do wejścia na teren posesji.

Z wyszkowskich obiektów podobnego typu, ocalała tylko willa państwa Miatkowskich, zamykający od wschodu osiedle Parceli Huckich.

Krótka historia parceli  

Zarówno dom Fusieckich jak i położony od niego na południe, nieco mniej okazały dom Kremznera były częścią osiedla nazywanego przez niektórych „parcelami ogrodniczymi” i wraz ze swoimi okazałymi ogrodami zamykały je od wschodu, odgradzając od linii kolejowej i biegnącej wzdłuż niej ul. Zakolejowej. Parcele ogrodnicze, mieszczące się na terenach będących dawną własnością Skarżyńskich, były jednym z dwóch zacisznych osiedli położonych na obrzeżu miasta równomiernie podzielonych działek z domami mieszkalnymi. Drugim, bardziej znanym tego typu osiedlem, są, wspomniane wcześniej, Parcele Huckie, przed wojną noszące nazwę Kolonia Wyszków Antoniny, a położone w północnej części Wyszkowa między ulicami Puławskiego, Okrzei (przed wojną znaną również pod wcześniejszą nazwą Kolejowa), Sienkiewicza a I Armii Wojska Polskiego (wcześniej Świętojańską). Oba osiedla są jednocześnie, oprócz lokującego się w osobnej kategorii Rybienka Leśnego, ostatnimi skupiskami cennej przedwojennej architektury, które w dużej mierze ocalały wojnę, a także ideologiczną degrengoladę architektury miejskiej przez poprzednią władzę. Nie oznacza to niestety, że w zupełności oparły się jej ingerencji. Oba osiedla, z racji na zbyt wielkopańskie rozmiary posesji, rozparcelowano w latach 60. i 70., w skutek czego między zabytkowymi domami, a nierzadko na ich miejscu, powyrastało całe mnóstwo domów architektonicznie miernych, ale wpisujących się w ówczesny nurt zmian społecznych w Polsce. Napływ na elitarne dotąd parcele dużej ilości ludności „niższego” pochodzenia spowodował jednocześnie odpływ ich rdzennych  przedwojennych mieszkańców, którzy nierzadko woleli się przeprowadzić do nowobudowanych bloków, by być bliżej tkanki miasta, niż żyć pośród wiejskich obejść, do czego kompletnie nie byli przyzwyczajeni.

Willa Kremznera – 2012 r.

Stosunkowo najdłużej parcelacji opierała się właśnie wschodnia część parceli ogrodniczych, gdyż powolna wyprzedaż gruntów pod duże (już nowocześniejsze) domy na małych działkach rozpoczęła się dopiero pod koniec lat 90. Dzisiaj na posesji zajmowanej niegdyś przez willę Fusieckich stoi siedem okazałych domów, a na położonej po drugiej stronie ul. Polnej byłej posesji Kremznera aż osiem. Dziewiątym jest ocalały do dzisiaj dom Kremznera, który będąc obecnie rozsypującą się niezamieszkałą ruiną, ginie wśród gęstych drzew, zasłaniających go od wiaduktu i okazałych domów od ulic Lipowej i Polnej. Dla porównania, na Parcelach Huckich przed wojną było ok. 20 domów, w których mieszkały tak znane wyszkowskie rodziny hutnicze i kolejarskie jak: Mioduchowscy, Domańscy, Majznerowie, Burakowscy, Gizińscy, Dubertowie, Miatkowscy, Sztompkowie czy Piotrowscy. Dzisiaj na tym terenie stoi ok. 180! domów mieszkalnych, pośród których mieszkają potomkowie tylko kilku z tych rodzin.

Willa Miatkowskich – 2012 r.

Parceli nie ma nie tylko w sensie charakterologicznym, ale także i w szerokim miejskim obiegu. Swą nazwę do dnia dzisiejszego zachowało jedynie osiedle Parceli Huckich, podczas kiedy parcele ogrodnicze zostały wchłonięte przez okoliczne osiedla. Od południa jego część przejęło, usytuowane poniżej historycznej granicy parceli, czyli ulicy Żytniej, nazwane adekwatnie do miejsca powstania, osiedle Zapole, od północy zaś gigantyczne, ciągle rozrastające się osiedle Młodych.

Parcele ogrodnicze, na czerwono zaznaczono willę Fusieckich (powyżej) oraz willę Kremznera – 1944 r.
Parcele ogrodnicze, na czerwono zaznaczono willę Kremznera – 2012 r.

Wyszków zbija się w ciasną miejską masę, w której nawet dawne obrzeża miasta, niegdyś pełne ogrodów, są atrakcyjnym gruntem pod nowe inwestycje mieszkaniowe. Fakt w znaczeniu ogólnospołecznym oczywiście pozytywny, jednak niepozbawiony gorzkiej puenty. Dom Kremznera, najprawdopodobniej jedna z ostatnich części historycznego osiedla, w dniu pisania przeze mnie artykułu, brudny i zaniedbany jeszcze stoi na swoim miejscu, w dniu, kiedy słowa te przeczyta pierwszy czytelnik, może być już historią na wzór lekkomyślnie zburzonej willi Fusieckich (tak się też stało, dom Kremznera został zburzony w lecie 2014 roku). Tym samym krystalizuje się podstawowe pytanie o naszą społeczną świadomość. Czy historia naszego miasta powinna ginąć pomiędzy grillami, gipsowymi pustakami, drucianymi ogrodzeniami i betonowymi podjazdami, jak niewątpliwie dzieje się teraz? To pytanie jednakie dylematowi, z jakim zmagali się bohaterowie słynnego filmu „Casablanca”. Czy pomimo tego, że mija czas, to co nas łączy pozostaje wciąż takie samo?

Piotr Płochocki

Artykuł w zbliżonej wersji ukazał się w czasopiśmie Się Dzieje! – maj–czerwiec 2012 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *