Okno na obce miasto – część 3

Zofia Marciniak w otoczeniu uczennic przed budynkiem bursy – ok. 1956 r. Zdjęcie ze zbiorów rodziny Marciniaków.

Zaprzestanie opowieści o historii willi Fusieckich na roku 1944, czyli zakończenie jej etapem okupacyjnym, byłoby analizą rażąco pobieżną i niepełną, bo pomijającą cały długi okres, w którym budynek pełnił dla materialnie zrujnowanego wojną miasta bardzo ważną funkcję społeczną.

Jej szczególna rola polegała na tym, że przez lata był swoistym oknem, przez które patrzyła na często obce sobie miasto przyjezdna młodzież. To w nim meldowała się na noc, pożywiała, uczyła i przeżywała pierwsze miłosne doświadczenia. Willa była bowiem przez dwadzieścia lat siedzibą bursy dla uczniów wyszkowskiego liceum.

Potrzeba względnie stałego i dostatecznie obszernego lokum powstała z początkiem reaktywacji wyszkowskiego liceum, czyli już w latach 1944-45. Willa była jednym z niewielu ocalałych wojnę obiektów, które spełniały kilka potrzebnych dla tego przeznaczenia warunków; była największym domem w okolicy, posiadającym rozległy parter, pokoje gościnne na piętrze i duży ogród, była zbudowana dostatecznie solidnie i mieściła się w niewielkim oddaleniu od budynku szkoły. W dodatku właścicielką domu była Danuta Suszycka, córka Jana Wiktora Fusieckiego (1875-1925), jednego z najbardziej zasłużonych dyrektorów przedwojennego gimnazjum, którego tradycji kontynuatorem było ówczesne liceum. Dyrektor Apolinary Rytel funkcję prowadzenia internatu powierzył swojej kuzynce z Warszawy Zofii Marciniak (1902-1983), która zamieszkała tam ze swoją sześcioletnią córką Adelą i czternastoletnim synem Waldemarem, po tym jak ich warszawskie mieszkanie zostało doszczętnie zniszczone wskutek nalotów Luftwaffe na stolicę, a ojciec rodziny zginął podczas Powstania Warszawskiego.

Przez pierwsze lata bursa była przeznaczona tylko dla chłopców, których cześć po jakimś czasie przeprowadziła się do domu należącego do dyrektora Antoniego Kamińskiego na Zapolu, a internat stał się bursą żeńską, w konsekwencji czego Waldemar Marciniak musiał wyprowadzić się do wynajętego pokoju w mieszczącym się po przeciwnej stronie torów domu Chodkowskich. Chłopcy przychodzili do swojej starej bursy jedynie na posiłki.

– Warunki tam były dość spartańskie. Przez pierwsze lata mieszkałyśmy z mamą w kawałku pomieszczenia wygrodzonego parawanem z uczniowskiej stołówki, gdzie było tylko łóżko i szafa. Dopiero potem dostałyśmy pokój na piętrze – wspominała po latach Adela Jungowska (matka znanej aktorki Edyty Jungowskiej) – Kiedyś podczas jakiejś ważnej kontroli w bursie bardzo mi się chciało spać, ale mama była nią zbyt zaaferowana by zwrócić na mnie uwagę, więc poszłam spać do szafy. Po wszystkim długo mnie nie mogła znaleźć, udało jej się to dopiero po dłuższym czasie. Po latach często wspominałyśmy tę sytuację, jak przekonujący dowód naszych ówczesnych warunków mieszkaniowych.

Willa w środku była bardziej przestronna niż mogłoby się wydawać z zewnątrz. Przez środek parteru prowadził długi korytarz łączący ze sobą drzwi frontowe z tylnym wejściem od ogrodu, czyli od ulicy Polnej. Na lewo mieściło się mieszkanie państwa Suszyckich, dwa pokoje z kuchnią, w którym mieszkali wraz z trzema synami. Na lewo znajdowała wraz z kuchnią, rozległa jak na ówczesne warunki stołówka, która po godzinach służyła uczniom jako miejsce do nauki, a nierzadko i zabawy. Na piętrze było pięć pokoi różnej wielkości, w których zakwaterowanych było zazwyczaj ok. 15 uczennic, po kilka w pokoju. Na wspólnym korytarzu stały miski do mycia, gdyż łazienki w Wyszkowie były wówczas dość rzadkim luksusem. Dom otaczał rozległy ogród, w którym rosły przeważnie drzewa owocowe, a w niektórych miejscach sadzono także grządki z warzywami.

Od prawej Antoni Kamiński, Danuta Suszycka i Zofia Marciniak przed budynkiem bursy – ok. 1956 r. Zdjęcie ze zbiorów rodziny Marciniaków.

Okolica była cicha i spokojna. Od wschodu osiedle od miasta odgradzały tory, od północy aż do przedwojennej willi Józefa Cudnego ciągnęły się pola rolne, od zachodu i południa z domem sąsiadowały inne zabudowania i ogrody osiedla nazywanego parcelami ogrodniczymi. Nieopodal mieszkał wraz z rodziną dość znany i „po cichu” podziwiany pułkownik Zygmunt Bobrowski (1897-1973), dowódca V rejonu warszawskiego okręgu Armii Krajowej, zasłużony żołnierz m. in. kampanii wrześniowej, trzykrotnie odznaczony orderem Virtuti Militari. Po drugiej stronie ulicy Polnej, w ocalałym do dzisiaj drewnianym domu (dom ten został rozebrany w lecie 2014 r.), położonym na rozległej ogrodniczej posesji, na piętrze przez pewien czas pomieszkiwała znana wyszkowska rodzina Chmielińskich, natomiast parter wynajmowały bezhabitowe siostry zakonne, który prowadziły przy domu niewielki ogródek.

Bursę zlikwidowano w połowie lat 60. Zofia Marciniak przeprowadziła się już wtedy do syna Waldemara, który do końca życia pozostał kawalerem. W późniejszych latach Danuta Suszycka wynajęła część domu, założonej przez Jerzego Nowickiego, wyszkowskiej Spółdzielni Inwalidów, produkującej znicze i świece. Dom poddano znaczącemu remontowi; ceglaną elewację pokryto białym tynkiem i beżowymi zdobieniami, dorobiono także barierkę w frontowym balkonie. W tej formie willa dotrwała aż do rozbiórki, dokonanej najprawdopodobniej w latach 2005-2006. Internat na terenie liceum z miejscem na 180 uczniów wybudowano w 1973 roku.

Piotr Płochocki     


Artykuł w zbliżonej wersji ukazał się w czasopiśmie Się Dzieje! – lipiec–sierpień 2012 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *