Stąd, gdzie rosną kasztany cz.1

Dom Czerwińskich przy ul. Długiej (11 Listopada), przełom lat 30. i 40.

Pani Apolonia Grundwald jest jedną z najstarszych wyszkowianek. Urodziła się 1 lutego 1907 roku. Jej rodzice, Anna i Antoni Czerwińscy, należeli do ludzi majętnych. Ich posesja rozciągała się po obu stronach ul. 11 Listopada – od torów do ul. Ogrodowej (obecnie 1 Maja). To Antoni Czerwiński posadził przy ul. 11 Listopada kasztany – do dziś rosną jeszcze (niestety, mocno już okaleczone) cztery.

Pani Apolonia przez ponad 40 lat prowadziła w Wyszkowie zakład fotograficzny, który znajdował się w jej domu przy ul. 11 Listopada, niedaleko skrzyżowania z Pułtuską. Przedstawiamy fragmenty jej wspomnień.

Szkoła

Szkoła podstawowa mieściła się naprzeciwko kościoła pw. św. Idziego, tu, gdzie teraz jest Cech Rzemiosł Różnych. Mnie uczył najpierw pan Michał Szopiński, a później pani Stefania Sikorska. Zajęcia mieliśmy w wielkiej sali, w której były ustawione trzy rzędy ławek, w każdym rzędzie siedziała inna klasa. Wszystkich kształcił  ten sam nauczyciel. Kiedy mówił np. do uczniów I klasy, to pozostali pracowali samodzielnie. W praktyce bywało różnie, często słuchało się tego, co mówił nauczyciel, zamiast odrabiać swoje lekcje.

Apolonia Grundwald w późniejszych latach życia

Po siedmioklasowej szkole podstawowej szło się do gimnazjum (płatnego), od razu do IV klasy. Moim ulubionym przedmiotem w gimnazjum była przyroda, uczyła jej pani Wanda Karłowska. Miała najpiękniejszy dom w Wyszkowie, tu, gdzie teraz jest budynek sądu. Jej córka Zofia też została nauczycielką. Edukację, na polecenie lekarza, zakończyłam na VI klasie gimnazjalnej.

Biblioteka, czyli karetą do ślubu

Uczennice starszych klas gimnazjalnych mogły korzystać z biblioteki w pałacu Skarżyńskich w Rybienku (szkoła nie miała tak dobrze wyposażonej biblioteki). Pani Janina Skarżyńska sama zaproponowała to dyrektorowi, ale, jeśli któraś uczennica zniszczyła książkę, nie mogła już wypożyczać. Wszystkie książki były pięknie obłożone, miały specjalne zakładki, aby nie niszczyć kartek. Pani Skarżyńska była bardzo uprzejma, z każdą uczennicą musiała porozmawiać na temat przeczytanej książki. Chciała wiedzieć, czy książka była przeczytana, czy tylko przeglądnięta.

Pani Skarżyńska z domu była hrabianką Morstinówną, ale potrafiła i krowę wydoić. Bywało, że pokazywała służbie, jak należy to prawidłowo robić.

Wesele państwa Grundwaldów – w środku Apolonia Czerwińska i Adolf Grundwald (1900-1985) – 1929

Mnie zapamiętała i chyba polubiła, bo kiedy dowiedziała się od mojego wuja (był gorzelanem w pałacu) o moim ślubie, to dała mi karetę i konie. Tak więc w 1929 roku jechałam do kościoła karetą Skarżyńskich, zaprzężoną w białe konie Byłam skromnie ubrana, ale jechałam jak księżniczka.

Klub sportowy

Należałam do osób wysportowanych, po drzewach łaziłam jak kot. Rodzice mieli duży ogród – gdy trzeba było zrywać owoce, to ja zbierałam te, które rosły najwyżej. Byłam członkiem Klubu Sportowego „Bug”, a głównym inicjatorem jego utworzenia był mój brat, Bolek Czerwiński. Wspierali nas, również finansowo, tacy ludzie jak pp. Skarżyńscy z Rybienka, Lescy z Krąg, aptekarz.

Apolonia z bratem, Bolesławem Czerwińskim - ok. 1936
Apolonia z bratem, Bolesławem Czerwińskim – ok. 1936

Klub miał siedzibę po północnej stronie ul. Kościuszki, na wprost wejścia do parku, w długim, drewnianym budynku. Przy klubie działały sekcje: lekkoatletyczna, wodna, piłki nożnej. Zawody odbywały się na boisku przy Dworcowej (tu, gdzie jest obecnie targowica) lub przy Kościuszki (tu, gdzie jest stadion).

W latach 30. na boisku przy Kościuszki rzucała dyskiem Stanisława Walasiewiczówna, złota medalistka w biegu na 100 m na olimpiadzie w Los Angeles i wielokrotna mistrzyni Polski w dyscyplinach lekkoatletycznych. (Pamiętam – wtrąca siostrzenica pani Grundwaldowej – rzuciła tym dyskiem do ogrodu Niżnickich). Jedna z naszych koleżanek rzuciła prawie tak daleko, jak Walasiewiczówna. Ona do niej podeszła, pocałowały się.

W klubie trenowało kilkanaście dziewcząt, ja miałam najlepszy rzut kulą oburącz.

Zakład fotograficzny

Jeszcze przed II wojną światową zajmowałam się fotografią. Mieliśmy z mężem Leicę, robiliśmy amatorskie zdjęcia i sami je wywoływaliśmy. Do zajęcia się zawodowo fotografią zmusiła mnie konieczność – była okupacja i trzeba było z czegoś żyć.

Praktykę zawodową miałam w Warszawie u prezesa cechu, pana Piszczatowskiego. Dostałam się tam przez znajomości. Żeby pracować jako fotograf, trzeba było mieć 3-letnią praktykę, ale, Pani wie, jak się zapłaci, to wystarczą i trzy miesiące. Uczyłam się od A do Z. Pan Piszczatowski mówił mi, jak odnieść się do klienta, jak go usadzić i upozować. Np. przy pełnej twarzy radził 3/4 odchylenia, nasunięcie włosów na twarz. Pokazywał mi różne zdjęcia, pytał, jak bym dane osoby upozowała. Potem robiłam to praktycznie.

Spytał mnie kiedyś, jakie mam warunki pracy. Bardzo ubolewał, gdy się dowiedział, że nie mam odpowiedniego lokalu ani ciemni. Mówił mi: – Ja bym chleb z solą jadł, ale bym sobie urządził pracownię. A pani ma w takiej klitce godzinami stać, bez powietrza i wentylacji.

Anna Eychler, z domu Czerwińska na fotografiach siostry - ok. 1940
Anna Eychler, z domu Czerwińska na fotografiach siostry – ok. 1940

Zakład otworzyłam na początku lat 40. Pracowałam do 74 roku życia. Musiałam przerwać, bo traciłam wzrok, mój retusz był okropny. Pamiętam, jak okulista powiedział mi: – Ani jednej kliszy pani już nie wy retuszuje. Grozi pani wylew w lewym oku. Chce pani oko stracić? Zdecydowałam zlikwidować zakład. Ponadto weszła wtedy fotografia kolorowa, której już nie chciałam się uczyć.

Miałam wielu stałych klientów z którymi byłam zżyta. Na brak pracy nie narzekałam, często siedziałam po nocach. Wszystko robiłam sama, nie miałam pomocnika.

Nie ma jak Wyszków

Nie ma na świecie ładniejszego kąta niż Wyszków. Co tam Warszawa? Zapytałam kiedyś mojego brata Bolka: – Zwiedziłeś kawał świata, powiedz, gdzie było najpiękniej. Odpowiedział: – Prawdę ci powiedzieć? Nie ma jak Wyszków. Na stare lata przyjeżdżam tu, odnawiam tę ruderę, urządzam dom tak, abym miał wszystkie wygody. Tu chcę umierać i być pochowany na wyszkowskim cmentarzu.

Jedno się spełniło – jest pochowany w Wyszkowie.

Elżbieta Szczuka     

Artykuł opublikowano w numerze 14 tygodnika „Nowy Wyszkowiak” w marcu 1999 roku.


Pani Apolonia Grundwald zmarła 15 listopada 2005 roku w Warszawie. Pogrzeb odbył się 17 listopada, została pochowana na wyszkowskim cmentarzu parafialnym.

Grób rodziny Grundwaldów na wyszkowskim cmentarzu parafialnym
Grób rodziny Grundwaldów na wyszkowskim cmentarzu parafialnym

7 myśli do „Stąd, gdzie rosną kasztany cz.1”

  1. Moje zdjęcie profilowe to dzieło Pani Grunwald.Wszystkie zdjęcia legitymacyjno-dowodowe były robione u Niej.Pani fotograf,zanim zrobiła zdjęcie,miło gawędziła z „klientem”. Jak już byłam w liceum,opowiadała mi ,czasem,różne historie ze swojego życia.Bardzo lubiła muzykę poważną;szczególnie graną na skrzypcach.Będąc w ciąży namiętnie i godzinami jej słuchała.Chciała by dziecko też pokochało muzykę.Urodziło się „słabowite” i zasypiało tylko przy muzyce……Była uroczym,przesympatycznym Człowiekiem;zawsze elegancko ubrana i w pogodnym nastroju.Nigdy póżniej nie spotkałam TAKIEGO Fotografa….Zdjęcia ze ślubu cywilnego,który brałam,specjalnie,w Wyszkowie(mieszkałam już w W-wie),robił P.Pękul.Chyba tak się nazywał.”Sesja” była w Urzędzie Stanu Cywilnego.Chyba Pani Grunwaldowa nie robiła zdjęć „w terenie”. Dziwne,bo w.w. Urząd był w sąsiednim budynku. TAK nieudanych zdjęć,ani wcześniej,ani póżniej,zrobionych na TAKIEJ uroczystości,nie widziałam.Może zawinił aparat,może światło,może fotografowane obiekty(ale wszystkie?),może brak wprawy.Nie mam pojęcia…….Drugim WIELKIM,wg.mnie(i nie tylko) była w W-wie Pani Nasierowska.Też urocza,też przesympatyczna,też oswajała w piękny sposób,klienta,ale….to już inna bajka.

  2. Artykuł przeczytałam jednym tchem i polecam innym WYSZKOWIAKOM -pGrumwald była przeuroczym człowiekiem- i pięknie opowiedziała o naszym mieście które pamieta z lat dzieci nstwa i swojej młodosci ……..ale jeżeli chodzi o p PĘKULA-fotografa to był tez wspaniałym człowiekiem i fotografem a robił też piękne zdjęcia.Niepotrzebnie taka krytyczna ocena w tym artykule-czemu ona mogła służyć????-tych ludzi już nie ma………a jak zawsze jednym podoba się to -drugim co innego.Ten komentarz psuje czar tych pięknych wspomnień……..pozdrawiam i jest mi przykro że można tak oczerniać człowieka po jego śmierci.

  3. tak najładniejsze zdjęcie (jakie przechowuje do tej pory mam od Grunwaldów) ale ja zapamiętałam panią i pana. Zdjęcie było zrobione w IV klasie podstawówki w roku 80 . No to coś się nie zgadza z zakończeniem działalności w 74

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *